Antyspam
ARTYKUŁY OGŁOSZENIA FIRMY
R E K L A M AZAMÓW DROBNE G1

Czad wciąż działa, Monika „znika”. O pomoc prosi jej siostra z Rawicza

› Społeczeństwo miesiąc temu    1.02.2020
komentarzy 4 ocen 5 / 100%
A A A
 fot. arch. prywatne rodziny

- Smutna jestem, bo nie wiem co mam robić. Wszystko pod górkę. A ja tylko chcę ratować siostrę - napisała rawiczanka Dorota Pożegowiak - Jędraś w poście na swoim Facebook’u. Jej siostra Monika powoli odchodzi. Tlenek węgla uszkodził jej mózg. Kobieta potrzebuje fachowej rehabilitacji i kontroli medycznej. A najbliżsi szukają środków na ten cel. Potrzebują pomocy! 

37-letnia mieszkanka Gostynia jest jedną z ofiar tragedii, jaka wydarzyła się na os. Mieszka I 10 grudnia 2019 r.  W jednym z mieszkań, gdzie przebywało 5 osób, ulatniał się tlenek węgla.  Na miejscu zginęła wówczas 73-letnia kobieta - mama Doroty i Moniki. To była tragedia dla wszystkich. - WIĘCEJ TUTAJ 

Ekspertyza wykazała, że prawdopodobną przyczyną wypadku była wada wentylacji w piecyku gazowym ogrzewającym wodę w mieszkaniu.

- U siostry, po 40 minutach reanimacji, powróciły funkcje życiowe. Karetki pogotowia zabrała Monikę, jej męża oraz dwójkę małych dzieci do szpitali. Szwagier trafił do Gostynia, a siostra z dziećmi do szpitala w Śremie - opowiada Dorota.
 - Po wstępnych badaniach okazało się, że nic nie zagrażało życiu męża Moniki i ich dzieci. Z siostrą było gorzej, pozostała w szpitalu, na oddziale chorób wewnętrznych - dodaje.
Monika - która z powodu ostrego zatrucia czadem zapadła w śpiączkę - po 2 dniach od tego feralnego zdarzenia obudziła się. - Rozpoznała nas, rozmawiała, jadła posiłki, chodziła, miała kontakt z rzeczywistością. Po mniej więcej 5 dniach lekarze zdecydowali, że można ją wypisać ze szpitala w Śremie - wspomina Dorota.

W domu Monika wróciła do codziennych obowiązków - opieki nad dziećmi i prowadzenia „rodzinnego gniazdka”. Było dobrze. Wreszcie mogły spełniły się jej plany na najbliższą przyszłość. Monika chciała wrócić do pracy. Dzieci - dwuletni synek i kilkumiesięczna córka miały pójść do żłobka. Są już nawet zapisane.

Jednak po kilku dniach coś było nie tak. Najbliżsi zauważyli, że dotychczas żywiołowa, uśmiechnięta i energiczna osoba była tym razem dziwnie cicha, spokojna, jakby nieobecna. Mąż i rodzeństwo odebrali to jako przygnębienie.

- Uznaliśmy, że ma prawo. Mama odeszła, zbliżały się święta, nie było jej z nami. Ale Monika zajmowała się dziećmi, załatwiała zwykłe sprawy, chodziła do banku, po zakupy - opowiada Dorota.

Tak minęły święta Bożego Narodzenia. Monika jednak „gasła w oczach”. Po dwóch tygodniach zaniepokojony mąż stwierdził, że traci ukochaną. Swoimi obawami podzielił się z siostrą żony.

- Wybrałyśmy się na zakupy. I zauważyłam dziwne objawy - Monika zachowywała się tak, jakby nie była obecna: nie słyszała, co do niej mówię, nie odpowiadała na pytania, obeszła tylko sklep i wyszła - relacjonuje walcząca o życie siostry Dorota. Po powrocie do domu zachęcała ją do zabawy z dziećmi, do rozmowy. Monika nie reagowała.

- Jakby nie słyszała, że maluchy płaczą, że synek do niej mówi. Kiedy sprzątała, zamiatała śmieci z miejsca na miejsce. Widziałam, że to nie jest normalne zachowanie. Pojechałam do domu, do Rawicza, ale cały czas myślałam o Moni - przyznaje Dorota.

Następnego dnia odebrała telefon od szwagra. Był roztrzęsiony, gdyż żona czuła się coraz gorzej.

- Zamiast założyć małej Zuzi pampersa, pieluchę założyła na swoją nogę - wspomina Dorota. Bezradny mąż Monikę odwiózł do szpitala w Śremie, gdzie była hospitalizowana tuż po wypadku z tlenkiem węgla. 

Lekarze, z którymi rozmawialiśmy oznajmili, że podejrzewają depresję. Tylko doktor, który zajmował się Moniką podczas poprzedniego pobytu w szpitalu powiedział, że czad wpływa szkodliwie na mózg, a w takim przypadku objawy mogą się pojawić za kilka tygodni - mówi Dorota.

Rodzina z chorą kobietą została skierowana do Wojewódzkiego Szpitala Neuropsychiatrycznego w Kościanie. Monika została przyjęta na oddział neuropsychiatryczny po obserwacji.

- W kościańskim szpitalu odwiedziliśmy siostrę następnego dnia po przyjęciu. Normalnie chodziła, nie mówiła zbyt wiele, ale jakoś to sobie tłumaczyliśmy na swój sposób depresją. Z dnia na dzień było gorzej. Monika przestała w ogóle się odzywać, jeść, nie reagowała na bodźce - wspomina Dorota.

Jak informuje rodzina, w połowie stycznia lekarz prowadzący w Kościanie zlecił wykonanie rezonansu mózgu. Szczegółowe badania wykazały uszkodzenie mózgu w wyniku niedotlenienia: stan wegetatywny i minimalnej świadomości. To książkowy przykład silnego zatrucia tlenkiem węgla, przy którym objawy wystąpiły po 3 tygodniach od tragedii. Lekarze kościańscy zalecili rehabilitację, ale uświadomili rodzinę chorej kobiety, że szpital neuropsychiatryczny nie jest właściwym miejscem dla Moniki - młodej kobiety z uszkodzonym mózgiem, która nie chodzi, samodzielnie nie siada, nie mówi, nie może jeść.

- Usłyszeliśmy, że albo usiądziemy i będziemy płakać, albo zaczniemy działać, aby Monikę ratować. Ona potrzebuje konkretnej, fachowej rehabilitacji, musi się leczyć neurologicznie - mówi Dorota.

Według niej, rehabilitacja prowadzona przez specjalistów w Kościanie już trochę pomogła - Monika próbuje siadać i jeść. Potrzebuje jednak zupełnie innego prowadzenia specjalistycznego, a przede wszystkim rehabilitacji. Powinna się leczyć w innej placówce. Rodzina myślała o Bonifraterskim Centrum Zdrowia w Piaskach-Marysinie, gdzie pobyt kosztuje 230-280 zł za dobę.

- Podczas wypadku straciliśmy mamę, a nasze dzieci ukochaną babcię. Nie chcemy też stracić naszej siostry. Dzieci potrzebują mamy, szwagier żony. W końcu jeszcze tyle lat mają do przeżycia wspólnie - mówi Dorota. Mąż Moniki jest załamany, w wychowywaniu dzieci pomaga mu mama. Dorota postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Stara się o zapewnienie siostrze fachowej rehabilitacji i leczenia.

- Bliscy odchodzą. Zdajemy sobie sprawę. Ale mam patrzeć, jak 37-letnia siostra leży bezradna w łóżku i ginie w oczach, znika? - mówi Dorota. 

Na portalu zrzutka.pl rodzina założyła konto, na które chętni do pomocy mogą wpłacać pieniądze, potrzebne Monice na rehabilitację. Wpłynęło już prawie 10 000 zł. A potrzeba znacznie więcej - 100 000 zł. Poniżej możesz dokonać wpłaty.

+ 5 głosów: 5 (100%) 0 -
dodaj zdjęcia Masz swoje autorskie zdjęcia? Dodaj je do naszego tekstu.
Komentarze (1)

Serwisy internetowe jarocinska.pl, zpleszewa.pl, rawicz24.pl, gostynska.pl, krotoszynska.pl nie ponoszą odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze nie są moderowane. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane zgodnie z postanowieniami Regulaminu.

dodaj komentarz› pokaż według najstarszych
~ Grochem o sciane
miesiąc temu 1
Gdyby była zachowana profilaktyka i wydanie 100zl na Czujnik czadu nie było by sytuacji szczególnie że pięć był z otwarta komora spalania
odpowiedz oceń komentarz
wpisy tej osoby zgłoś do moderacji